
Wiemy, że jedzenia nie powinno się wyrzucać. Wiemy też, że warto planować zakupy, sprawdzać daty przydatności i wykorzystywać to, co już mamy w lodówce. Mimo to 62,9 proc. badanych przyznaje, że przynajmniej od czasu do czasu żywność trafia u nich do kosza. Co ciekawe, niemal taki sam odsetek osób, którym zdarza się marnować jedzenie, deklaruje, że robi to mniej niż dwa lata temu. Te dwie liczby opowiadają o naszych nawykach więcej, niż mogłoby się wydawać.
W lodówce, na półce z tyłu stoi jogurt, o którym zdążyłeś już zapomnieć. W szufladzie zostały trzy marchewki kupione z myślą o obiedzie, którego ostatecznie nie było. A na kuchennym blacie leży pół bochenka chleba – jeszcze wczoraj świeżego, dziś już znacznie mniej kuszącego. Żadna z tych rzeczy nie została kupiona z myślą o tym, że za kilka dni wyląduje w koszu. Właśnie dlatego od tego warto zacząć rozmowę o marnowaniu żywności. Nie od kosza, lecz od całej serii drobnych decyzji, które podejmujemy wcześniej. Kupujemy trochę za dużo, często zapominamy, co już mamy i zdarza się, że źle przechowujemy produkty. Gotujemy większą porcję, niż jesteśmy w stanie zjeść, jak również przegapiamy termin ważności. Każda z tych sytuacji wydaje się błahostką. Dopóki nie zobaczymy liczb.
Według przywołanego przez Federację Polskich Banków Żywności raportu UNEP „Food Waste Index Report 2024”[1] w 2022 roku na świecie zmarnowano około 1,05 mld ton żywności. Co najbardziej uderzające, największa część tej góry jedzenia nie została zmarnowana w sklepach czy restauracjach. 60 proc. pochodziło z gospodarstw domowych. Gastronomia odpowiadała za 28 proc., a handel za 12 proc.
W Polsce problem również liczymy w milionach ton. Według danych projektu PROM, przywołanych w materiale Federacji, każdego roku marnuje się około 4,8 mln ton żywności. To zmienia perspektywę. Bo łatwo wyobrażać sobie marnowanie żywności jako problem wielkiego systemu: producentów, magazynów, transportu, sklepów czy gastronomii. Tymczasem ogromna część tej historii rozgrywa się znacznie bliżej, w naszych domach.
W badaniu Spotlight Research przeprowadzonym na próbie 1128 osób, 62,9 proc. respondentów przyznało, że przynajmniej od czasu do czasu zdarza im się wyrzucać żywność. 27,2 proc. odpowiedziało „nie”, a 9,8 proc. wybrało odpowiedź „trudno powiedzieć”. To dużo, tym bardziej że nie jest to pierwszy rok, w którym Federacja Polskich Banków Żywności przygląda się temu zjawisku.
W 2023 roku wyrzucanie żywności deklarowało 56 proc. badanych. W 2024 roku 45 proc. Rok później wskaźnik wzrósł do 63 proc., a w 2026 roku utrzymuje się praktycznie na tym samym poziomie.

Nie ma więc prostej historii, w której każdy kolejny rok przynosi coraz mniej marnowania. I tu pojawia się najciekawsza liczba tegorocznego badania: 63,1 proc. mówi jednocześnie: marnuję mniej.
Aż 63,1 proc. badanych, którym zdarza się wyrzucać żywność, deklaruje, że w ciągu ostatnich dwóch lat zaczęło marnować jej mniej. 14 proc. zauważa odwrotną tendencję, a 22,9 proc. nie widzi zmiany. To ciekawy wynik, szczególnie gdy zestawimy go z faktem, że 62,9 proc. wszystkich badanych przyznaje, że zdarza im się wyrzucać jedzenie.
Sprzeczność jest jednak tylko pozorna. Między „marnuję” a „nie marnuję” jest przecież jeszcze trzecia możliwość: „marnuję, ale mniej niż wcześniej”. Zmiana nie musi oznaczać całkowitego wyeliminowania problemu. Może zaczynać się od rzadszego kupowania na zapas, zamrożenia pieczywa czy wykorzystania resztek z poprzedniego obiadu. Dlatego równie ważne jak pytanie: „czy wyrzucasz jedzenie?” może być dziś inne: „czy wyrzucasz go mniej niż kiedyś?”.
Dane pokazują również, jak często zdarza się nam wyrzucać jedzenie. Wśród osób objętych tym pytaniem 29,7 proc. robi to co najmniej raz w tygodniu. Kolejne 25,5 proc. kilka razy w miesiącu, 16,4 proc. co najmniej raz w miesiącu, a 17,3 proc. rzadziej. Natomiast 7,9 proc. przyznaje, że żywność trafia u nich do kosza kilka razy w tygodniu. Nie jest to więc wyłącznie problem wielkich porządków w lodówce po powrocie z wakacji. Znacznie częściej wygląda zwyczajnie: kilka kromek czerstwego chleba, zapomniany jogurt, niedojedzony obiad.
A jeśli mielibyśmy znaleźć produkt, który najlepiej symbolizuje to zjawisko? Zwycięzca jest właściwie bezkonkurencyjny.
Wśród osób odpowiadających na pytanie o najczęściej marnowane produkty 53 proc. wskazuje pieczywo. Dalej są owoce – 46,8 proc., warzywa – 45,2 proc. i wędliny – 39,1 proc. Kolejne miejsca zajmują ziemniaki – 26,7 proc. oraz jogurty – 24,8 proc.
Chleb jednak nie znalazł się na pierwszym miejscu przypadkiem. W 2023 roku wskazywało go 52 proc. badanych, w 2024 – 63 proc., a w 2025 – 55 proc. Kupujemy go często i niemal odruchowo. Trudno dokładnie przewidzieć, ile kromek zjemy następnego dnia. Wystarczy zmiana planów, obiad poza domem albo jeden bochenek kupiony za dużo i szybko pojawia się pytanie: co zrobić z tym, czego nie zdążyliśmy zjeść?
Przyczyna marnowania jedzenia wyraźnie wyprzedza pozostałe: 57,7 proc. badanych, którym zdarza się wyrzucać żywność, mówi o przegapieniu terminu przydatności do spożycia.
Co ciekawe, termin przydatności był również najczęściej wskazywanym powodem także w poprzednich latach – w 2024 roku mówiło o nim 60 proc. badanych, a w 2023 roku 56 proc. Za tymi liczbami kryją się sytuacje dobrze znane z codzienności: zakupy robione na zapas, warzywa zapomniane na dnie szuflady, starszy jogurt schowany za nowym czy obiad przygotowany w zbyt dużej ilości. I właśnie tutaj widać, dlaczego sama świadomość problemu nie zawsze wystarcza. Możemy doskonale wiedzieć, że jedzenia nie powinno się marnować, a mimo to powtarzać drobne zachowania, które ostatecznie prowadzą do jego wyrzucenia. Marnowanie często nie jest więc świadomą decyzją, lecz efektem codziennych przyzwyczajeń i działania na autopilocie.
Problem marnowania żywności nie kończy się na polskiej granicy. Według danych Eurostatu przywołanych w materiałach Federacji w 2023 roku w Unii Europejskiej zmarnowano 58,2 mln ton żywności, czyli około 130 kg na mieszkańca. Ponad połowa tej ilości – 53 proc. – pochodziła z gospodarstw domowych, co oznacza około 69 kg rocznie na osobę. Europejskie dane pokazują więc podobny schemat jak te globalne: ogromna część problemu zaczyna się w naszych domach. Nie oznacza to jednak, że cała odpowiedzialność spoczywa na konsumentach.
Na codzienne wybory wpływają również wielkość opakowań, promocje, tempo życia, czas, jaki możemy poświęcić na przygotowanie posiłków, czy sposób oferowania produktów. Dlatego ograniczenie marnowania żywności wymaga współpracy na każdym etapie – od konsumentów, przez producentów, handel i gastronomię, po administrację.
Za każdym produktem, który trafia do naszego sklepowego koszyka, stoi znacznie więcej, niż widzimy na półce. Ziemia potrzebna do uprawy, woda, energia, praca ludzi, transport, przechowywanie i opakowanie. Kiedy jedzenie ostatecznie ląduje w koszu, razem z nim marnują się również wszystkie te zasoby. Skala problemu wykracza daleko poza nasze kuchnie – według danych UNEP straty i marnowanie żywności odpowiadają za 8–10 proc. globalnych emisji gazów cieplarnianych. Jeszcze mocniej działa inne zestawienie: w 2022 roku na świecie zmarnowano około 1,05 mld ton jedzenia, podczas gdy 783 mln ludzi cierpiało głód.
Niewyrzucona kromka chleba nie trafi oczywiście automatycznie do kogoś, kto jej potrzebuje. Możemy jednak postarać się zrobić coś wcześniej – nie dopuścić, by dobre jedzenie stało się odpadem. Temu służy zarówno ratowanie nadwyżek żywności, którym zajmują się Banki Żywności, jak i codzienne decyzje podejmowane w naszych domach. Nie muszą być spektakularne. Mniejsze zakupy, mrożenie pieczywa, wykorzystywanie resztek z obiadu czy sprawdzenie zawartości lodówki przed wyjściem do sklepu mogą wydawać się drobiazgami, jednak właśnie z takich codziennych wyborów i decyzji składają się miliony ton marnowanej żywności. Warto od nich zacząć zmianę.
Materiał promocyjny Federacji Polskich Banków Żywności.
Sprawdź szczegóły na stronie bankizywnosci.pl >>